Płaskowyż Antarktydy Wschodniej z widoczną stacją badawczą i wejściem do lodowej komory na horyzoncie

Wykuli w lodzie komorę, która chłodzi bez prądu do -51°C. Tak Antarktyda ratuje pamięć znikających lodowców

24 lipca 2026Autor: Zespół Profivo5 min czytania
Udostępnij

Gdy w Słubicach termometry pokazywały 40,5°C, na drugim końcu świata trwały prace przy komorze, która mrozi bez prądu, awarii i kosztów energii. To naturalna lodówka wykuta w płaskowyżu Antarktydy Wschodniej.

Komora, która mrozi sama, bez jednego kilowata prądu

28 czerwca 2026 roku termometry w Słubicach pokazały 40,5 stopnia Celsjusza. To był najgorętszy dzień w historii pomiarów w Polsce, bijący rekord sprzed ponad stu lat. Tego samego lata, po drugiej stronie globu, na płaskowyżu Antarktydy Wschodniej temperatura sama z siebie trzyma się w okolicach minus pięćdziesięciu stopni, przez cały rok, bez żadnego urządzenia, które by to wymuszało.

To właśnie tam, przy francusko-włoskiej stacji badawczej Concordia, otwarto w styczniu 2026 roku Sanktuarium Pamięci Lodu, komorę wykutą wprost w zestalonym śniegu. Jej zadaniem jest przechowywanie rdzeni lodowych wyciętych z topniejących lodowców górskich świata, zanim te lodowce znikną na dobre. Miejsce działa jak skarbiec bankowy, tylko zamiast złota trzyma w sobie zapis atmosfery sprzed tysięcy lat.

Najciekawsze jest to, co komory NIE ma. Nie ma tam kabli, sprężarek, agregatów ani systemu awaryjnego zasilania. Stabilność zapewnia sama Antarktyda: temperatura pod powierzchnią płaskowyżu utrzymuje się naturalnie między minus 50 a minus 54 stopniami Celsjusza przez cały rok, niezależnie od pory dnia czy sezonu.

Jak wycięto lodową komorę głęboką na 9 metrów

Budowa sanktuarium zaczęła się od testów prowadzonych już w sezonie letnim 2018-2019 przez włoski instytut ENEA we współpracy z francuskim Instytutem Polarnym IPEV. Inżynierowie musieli znaleźć sposób na wykucie trwałej konstrukcji bez wnoszenia na kontynent choćby grama betonu czy stali, bo tego wymaga Protokół Madrycki chroniący środowisko Antarktyki.

Efektem jest korytarz o długości 35 metrów, wysokości i szerokości 5 metrów, wycięty maszynowo w zbitych warstwach śniegu jakieś 5 metrów pod powierzchnią, co daje w sumie 9 metrów głębokości. Główną komorę, w której docelowo spoczną rdzenie, uformowano inaczej: wykopano rów, włożono do niego cylindryczny balon, obsypano go wyciętym lodem i śniegiem, a gdy powłoka stwardniała, balon po prostu wypuszczono z powietrza. Zostało puste, stabilne pomieszczenie bez jednej belki konstrukcyjnej.

To metoda, która przypomina budowę igloo, tylko w znacznie większej skali i na dużo dłuższy czas. Nie potrzeba tu fundamentów, bo lód sam jest fundamentem, ścianą i izolacją naraz. Warto zresztą pamiętać, że lód jako materiał ma unikalne właściwości fizyczne, o czym pisaliśmy już przy okazji naturalnego chłodzenia gruntu latem: masa gruntu i lodu tłumi wahania temperatury znacznie skuteczniej niż powietrze.

Skąd biorą się próbki i dlaczego trafiają akurat tutaj

Pierwsze dwa rdzenie, które trafiły do sanktuarium, pochodzą z zagrożonych lodowców alpejskich: Mont Blanc we Francji (wycięty w 2016 roku) oraz Grand Combin w Szwajcarii (2025 rok). Podróż była karkołomna: transport trwał ponad 50 dni, najpierw statkiem badawczym Laura Bassi z Triestu przez Morze Śródziemne, Atlantyk, Pacyfik i Ocean Południowy aż po Morze Rossa i stację Mario Zucchelli, a stamtąd samolotem bez ogrzewania w kabinie, żeby przez cały czas utrzymać temperaturę bliską minus 20 stopni.

Dlaczego aż tak daleko, zamiast trzymać próbki w zwykłej zamrażarce w Europie? Bo lodowce alpejskie, które są źródłem tych rdzeni, same topnieją w tempie, które nie pozwala czekać. Fundacja Ice Memory wybrała wnętrze Antarktydy Wschodniej właśnie dlatego, że to obecnie najzimniejsze i najbardziej stabilne miejsce na Ziemi, zarówno klimatycznie, jak i politycznie, bo teren stacji Concordia podlega Systemowi Traktatu Antarktycznego i nie należy do żadnego państwa.

Rdzeń lodowy to w praktyce butelka czasu. Uwięzione w nim pęcherzyki powietrza, pyły i aerozole zawierają zapis składu dawnej atmosfery. Z tego samego powodu naukowcy wiercą też bezpośrednio w lodzie kontynentu, o czym pisaliśmy przy okazji odkrycia śladów ciepłego oceanu pod lodem Antarktydy: lód potrafi przechowywać informacje o klimacie sprzed dziesiątek tysięcy lat.

Ile lat przetrwają próbki i kto będzie miał do nich dostęp

Twórcy sanktuarium mówią wprost o przechowywaniu liczonym w wiekach, nie w latach. Stała, niska temperatura eliminuje ryzyka, które dotyczą każdej zwykłej zamrażarki: awarię prądu, błąd człowieka, kryzys gospodarczy czy konflikt zbrojny. Dopóki panuje tam naturalny chłód Antarktydy, nic nie musi się włączać ani wyłączać.

Rdzenie nie będą własnością jednego kraju ani instytutu. Dostęp do próbek ma być przyznawany wyłącznie na podstawie kryteriów naukowych, w sposób przejrzysty i niezależny od interesów politycznych czy ekonomicznych. To ma sens, jeśli pomyśleć w skali pokoleń: naukowiec, który za sto lat zechce zbadać skład atmosfery sprzed erupcji wulkanicznej znanej dziś tylko z kart historii, sięgnie po próbkę, której fizycznego odpowiednika w górach już dawno nie będzie.

Twórcy projektu podkreślają, że działają pod presją czasu, bo lodowce świata kurczą się w tempie, które trudno było przewidzieć jeszcze dekadę temu. Sanktuarium ma być odpowiedzią na to, że część archiwum klimatycznego planety topnieje szybciej, niż zdążymy je zbadać.

Naturalny chłód kontra rekordowe upały: lekcja, która działa też w Polsce

Kontrast jest malowniczy: w tym samym roku, w którym w Słubicach padł rekord 40,5 stopnia, a fala upałów przyniosła też rekordy w Niemczech i Czechach, na Antarktydzie temperatura poniżej powierzchni gruntu ani drgnęła. To dobra ilustracja zasady, która rządzi także chłodzeniem domów w Polsce: grunt i lód mają ogromną bezwładność termiczną i tłumią ekstrema znacznie skuteczniej niż powietrze nad ziemią.

Ludzie korzystali z tej zasady na długo przed erą elektrycznych zamrażarek. Piwnice, lodownie i kopce śniegowe budowane od wieków działały na dokładnie tym samym fundamencie fizycznym, co antarktyczne sanktuarium: wystarczy schować coś głęboko w materiał o dużej masie i stałej niskiej temperaturze, żeby nie musieć go chłodzić sztucznie. Więcej o tej historii, jeszcze zanim ktokolwiek wiedział, że pod ziemią panuje wieczny chłód, można przeczytać w tekście o lodowniach i piwnicach sprzed epoki lodówek.

Ta sama zasada stoi za gruntowymi pompami ciepła, które latem mogą pracować w trybie chłodzenia pasywnego, korzystając z tego, że kilka metrów pod powierzchnią temperatura gruntu w Polsce prawie się nie zmienia niezależnie od pogody na powierzchni. Więcej o tym zjawisku, i o tym jak upały tego lata realnie ładują grunt przed sezonem grzewczym, znajdziesz w tekście o chłodzeniu latem i ładowaniu gruntu przed zimą. Kto planuje odwierty i montaż jeszcze przed jesienią, ma teraz ostatni spokojny moment, żeby zdążyć przed sezonem grzewczym, zamiast wpadać w kolejkę wykonawców razem z pierwszymi chłodami. Orientacyjny koszt takiej inwestycji można sprawdzić w kalkulatorze wyceny gruntowej pompy ciepła, a przykłady zrealizowanych instalacji są opisane w sekcji realizacji.

Źródła: United Nations University: The Ice Memory Sanctuary, National Geographic: This frozen Antarctic vault will hold the remains of Earth's vanishing glaciers, CNRS: The Ice Memory Foundation opens the first-ever sanctuary of mountain ice cores in Antarctica, WMO: Ice Memory Foundation inaugurates Sanctuary in Antarctica, CNN: In Antarctica, a frozen vault holds the secrets of the world's vanishing glaciers

Udostępnij

Kalkulator wyceny

Ile kosztuje gruntowa pompa ciepła?

Wynik w 60 sekund — 3 warianty instalacji dopasowane do Twojego budynku.

Sprawdź koszt inwestycji →