W niedzielę termometry w Słubicach pokazały 40,5 stopnia, a gleba w Polsce nie ma już czym wchłaniać deszczu. Tymczasem pod Saharą od dziesięcioleci wypompowuje się wodę, która spadła z nieba, zanim człowiek zbudował pierwsze miasto. I nigdy więcej nie spadnie.
40,5 stopnia w Słubicach i pytanie, które nasuwa się samo
W niedzielę 28 czerwca 2026 roku termometry w Słubicach pokazały 40,5 stopnia Celsjusza. Rzeczniczka IMGW Agnieszka Prasek przekazała, że w historii pomiarów w Polsce nie było jeszcze takiej wartości, a dotychczasowy rekord z 1921 roku w Prószkowie pod Opolem (40,2 st. C) przetrwał ponad sto lat. Do tego doszła długotrwała susza hydrologiczna, przez którą gleba straciła zdolność wchłaniania wody na tyle, że nawet ulewy po falach upałów spływają po powierzchni zamiast wsiąkać w głąb ziemi, prowadząc do lokalnych podtopień.
Kiedy słyszy się o suszy i wysychającej ziemi, naturalnym odruchem jest myśl: może są jakieś zapasy pod spodem. Wody gruntowe rzeczywiście się odnawiają, choć wolniej niż by się chciało. Ale nie każda woda pod ziemią działa tak samo. Są na Ziemi miejsca, gdzie pod metrami piasku leżą całe podziemne oceany, które nie mają nic wspólnego z bieżącym obiegiem wody w przyrodzie. Największy z nich rozciąga się pod Saharą, czyli tam, gdzie od tysięcy lat nie pada właściwie w ogóle.
To dobry moment, żeby przyjrzeć się różnicy między wodą, która wraca, a wodą, która była tu raz i już nie wróci. Bo ta granica dotyczy nie tylko Afryki. Rozumienie, ile lat może mieć woda z własnej studni, pomaga też inaczej patrzeć na zasoby pod własnym podwórkiem.
Czym jest Nubian Sandstone Aquifer System i skąd wzięła się ta woda
Nubian Sandstone Aquifer System, w skrócie NSAS, to największy znany na świecie system wodonośny wody kopalnej, położony pod wschodnim krańcem Sahary. Rozciąga się pod terytorium czterech krajów: Egiptu, Libii, Sudanu i Czadu, obejmując obszar liczony w milionach kilometrów kwadratowych. Szacunki jego objętości robią wrażenie: zawiera około 150 000 kilometrów sześciennych wody podziemnej, co czyni go potencjalnie ogromnym zasobem dla programów rozwojowych tego regionu.
Ta woda nie pochodzi z dzisiejszych opadów, bo tych na Saharze praktycznie nie ma. Powstała w zupełnie innym klimacie. Badania geologiczne pokazują, że formacja skalna gromadziła osady od prekambru aż po czwartorzęd, a sama woda wsiąkała w piaskowiec w wyniku wietrzenia skał i wypierania wód słonych przez opady sprzed setek tysięcy, a nawet ponad miliona lat. Datowanie izotopowe nie pozostawia wątpliwości: techniki datowania radioizotopowego wykazały, że ta woda ma wiele tysięcy lat. Część szacunków dla poszczególnych warstw mówi nawet o 30 tysiącach lat, z okresu, gdy Sahara nie była pustynią, tylko sawanną z jeziorami pełnymi życia.
To właśnie ta rozbieżność klimatów, mokra przeszłość i sucha teraźniejszość, sprawia, że NSAS jest podręcznikowym przykładem wody kopalnej. Nie da się jej porównać do studni w Polsce, którą zasila deszcz spadający w tym samym roku. To zamknięta kapsuła czasu, którą przypadkiem otworzono.
Jak upadł mit odnawialności, czyli historia z odwiertami na ropę
Odkrycie tej wody było skutkiem ubocznym poszukiwań czegoś zupełnie innego. Geolodzy szukający ropy w libijskiej pustyni w latach pięćdziesiątych natrafili na coś nieoczekiwanego: ogromne podziemne zbiorniki zawierające wodę kopalną, liczącą sobie od kilkunastu tysięcy do nawet miliona lat. Odkrycie ropy uczyniło Libię bogatym krajem, ale to woda okazała się dla przyszłości kraju zasobem równie, a może i bardziej strategicznym. Jak podsumowuje jedno z opracowań, rok 1953 był dla Libii annus mirabilis, bo pod pozornie nieskończoną pustynią Wielkiej Sahary odkryto podwójny dar losu: oprócz ropy, ogromne rezerwy bardzo starej wody kopalnej, czyli nieodnawiającej się, liczącej sobie blisko 40 tysięcy lat.
Przez dekady funkcjonowało przekonanie, że te podziemne zasoby muszą się jakoś uzupełniać, choćby powolnym spływem z odległych gór czy głębszych warstw skalnych. To wygodne założenie ułatwiało podjęcie decyzji o budowie infrastruktury na skalę całego kraju. Rzeczywistość zweryfikowała ten optymizm dopiero wtedy, gdy zaczęto wodę faktycznie wydobywać na masową skalę. Analizy hydrogeologiczne pokazały to, co dziś powtarza każde poważne źródło: warstwa wodonośna, z której czerpana jest ta woda, zgromadziła się podczas ostatniej epoki lodowcowej i obecnie nie jest uzupełniana. Brytyjska Służba Geologiczna ujmuje to wprost, pisząc, że Libia niemal całkowicie polega na wodach podziemnych, z których większość to woda „kopalna”, uzupełniana tysiące lat temu, gdy klimat regionu był bardziej wilgotny.
Innymi słowy, mit odnawialności nie runął w laboratorium ani na konferencji naukowej. Runął przy pompach, gdy okazało się, że poziom zwierciadła wody spada, a dopływu znikąd nie ma. To ten sam mechanizm, który opisujemy przy okazji źródła w Jaszczurówce, zniszczonego przez zbyt głęboki odwiert: ingerencja w system, którego zasad się nie rozumie do końca, potrafi go trwale zmienić.
Wielka Rzeka Sztuczna, czyli inżynieria wielkości państwa
Odpowiedzią Libii na odkrycie fossil water był projekt, który rząd nazwał ósmym cudem świata: Great Man-Made River, w skrócie GMMR. To nie rzeka w zwykłym znaczeniu, tylko sieć rur dostarczających wodę słodką pozyskiwaną z Nubian Sandstone Aquifer System w całej Libii, prowadzona od pustynnych odwiertów na południu kraju aż do miast na wybrzeżu, w tym Trypolisu i Bengazi. Skala przedsięwzięcia jest trudna do ogarnięcia: sieć miała docelowo objąć około 4000 kilometrów rurociągów i całkowitą przepustowość rzędu 6,5 miliona metrów sześciennych wody dziennie.
Same elementy konstrukcyjne robią wrażenie inżynierskie. Budowa wymagała produkcji i układania masywnych betonowych rur, każda o średnicy 4 metrów i długości 7 metrów, a 250 tysięcy takich odcinków ułożono w wykopach głębokich na 7 metrów, uszczelniając połączenia gigantycznymi gumowymi pierścieniami i zaprawą cementową. Prace ruszyły w latach osiemdziesiątych, a od 1991 roku system zaczął zaopatrywać w wodę pitną i nawadnianie pierwsze miasta i tereny rolnicze na północy kraju, w tym Bengazi (Trypolis dołączył po ukończeniu kolejnej fazy w 1996 roku), które wcześniej były zależne od zakładów odsalania wody morskiej i wyczerpujących się przybrzeżnych warstw wodonośnych.
Problem w tym, że nawet najbardziej imponująca instalacja nie zmienia fizyki zbiornika, z którego czerpie. Szacunki tego, jak długo starczy tej wody przy obecnym tempie wydobycia, są rozbieżne i budzą kontrowersje, ale żadne z nich nie mówi o odnowieniu zasobu. Jedne analizy wskazują na możliwe wyczerpanie w ciągu 60 do 100 lat, inne, bardziej optymistyczne, mówią nawet o tysiącu lat przy niezmienionym tempie poboru z 2007 roku. Rozstrzał jest ogromny, ale kierunek jeden: to zbiornik, który się kurczy, nie odbudowuje. Trochę jak w przypadku soli wydobywanej z formacji sprzed setek milionów lat w Australii, gdzie człowiek korzysta z depozytu, którego natura nie uzupełni w żadnym ludzkim horyzoncie czasowym.
Ogallala i inne oceany, które kończą się po cichu
Sahara nie jest w tym osamotniona. Podobny mechanizm działa pod Wielkimi Równinami w Stanach Zjednoczonych, gdzie leży Ogallala Aquifer, jeden z największych zbiorników wody na świecie, rozciągnięty pod ośmioma stanami. Powstał inaczej niż Nubian Sandstone, bo to tak zwana woda kopalna, wypełniona przez topniejące kontynentalne pokrywy lodowe w epokach lodowcowych plejstocenu, co według części hydrologów trwało sześć milionów lat. Przez dekady rolnicy pompowali ją bez ograniczeń, wierząc, że natura sama ją uzupełni. Rzeczywistość okazała się brutalna: Ogallala dostarcza 30 procent wody gruntowej używanej do nawadniania w Stanach Zjednoczonych, a mimo to w najpłytszych i najcieńszych częściach zbiornika poziom wody spadł już o 30-60 metrów, a niektóre fragmenty zbiornika są dziś świadomie zarządzane w kierunku całkowitego wyczerpania.
Różnica między wodą kopalną a odnawialną wodą podziemną sprowadza się w gruncie rzeczy do tempa wymiany. Polskie opracowania hydrogeologiczne rozróżniają je jasno: wody podziemne występujące bardzo głęboko mają charakter zasobów nieodnawialnych, bo okres ich wymiany trwa tysiące, a czasem miliony lat, podczas gdy wody płytkie aktywnie uczestniczą w obiegu wody w przyrodzie i odnawiają się średnio co 300 do 500 lat, głównie dzięki opadom. Nawet te „odnawialne” zasoby odnawiają się więc w tempie, które z perspektywy jednego życia ludzkiego bywa złudne. Dobrze to pokazuje pytanie ile lat może mieć woda płynąca z kranu w zwykłej studni: odpowiedź bywa zaskakująca nawet w klimacie umiarkowanym, z regularnymi opadami.
Tegoroczne upały i susza hydrologiczna w Polsce to inna skala problemu niż wysychająca Sahara, ale ten sam mechanizm w tle: gdy z zasobów wodnych czerpie się szybciej niż natura zdąży je uzupełnić, licznik zaczyna iść w złą stronę, niezależnie od tego, czy mówimy o dekadach, czy o tysiącleciach. To także argument za tym, żeby projektując instalacje korzystające z gruntu, dobrze rozumieć, jak susza i upały wpływają na odwierty pod pompę ciepła i nie zostawiać takich decyzji na później. Sierpień bywa ostatnim spokojnym momentem, żeby zdążyć z pracami ziemnymi przed sezonem grzewczym, i warto to zaplanować z wyprzedzeniem, sprawdzając choćby w kalendarzu dni roboczych i wolnych, ile realnie zostało czasu do jesieni. Kto chce zorientować się, ile może kosztować taka inwestycja, znajdzie wstępne wyliczenie w kalkulatorze.
Źródła: Nubian-Sandstone-Aquifier-System - Britannica, Hydrogeology of Libya - BGS Earthwise, Nubian Sandstone Aquifer System - Wikipedia, Desert to oasis: Inside Libya's Great Man-Made River Project - Interesting Engineering, Reconfiguring the Aquatic Divide in North East Africa - Orsam
Powiązane artykuły
- →Woda, którą pijesz, może mieć więcej lat niż piramidy. Oto jak liczy się wiek wody podziemnej
- →Sto lat kąpano się tu w cieple ziemi. Aż ktoś postanowił pogłębić odwiert
- →Wywiercili dziurę w soli sprzed setek milionów lat. Chcą zrobić z niej gigantyczną baterię
- →Susza i rekordowe upały 2026 a odwierty pod pompę ciepła: co to naprawdę zmienia na budowie
Kalkulator wyceny
Ile kosztuje gruntowa pompa ciepła?
Wynik w 60 sekund — 3 warianty instalacji dopasowane do Twojego budynku.
Sprawdź koszt inwestycji →Sprawdź też
- Wykuli w lodzie komorę, która chłodzi bez prądu do -51°C. Tak Antarktyda ratuje pamięć znikających lodowców

- Najgłębsza zalana jaskinia świata bulgocze od środka jak wulkan – i leży godzinę od Polski

- Dlaczego w środku najgorętszego lata pod ziemią panuje wieczny chłód?

- Wiercą dziurę prosto do magmy. Islandzki plan, który brzmi jak science fiction


