Jezioro Nyos w Kamerunie wygląda jak spokojna tafla wody w wygasłym kraterze. W 1986 roku stało się jednak sceną jednej z najbardziej tajemniczych i przerażających katastrof naturalnych w historii. Wybuch bez ognia. Śmierć bez hałasu. I technologia odwiertów, która później zatrzymała kolejne tragedie.
Jezioro, które było „ciche” tylko z pozoru
Nyos to jezioro kraterowe w północno-zachodnim Kamerunie. Pod nim – aktywny system magmowy linii wulkanicznej Kamerunu. W skrócie: ziemia tam żyje, a nie widać tego na pierwszy rzut oka - podobnie jak w słynnej toskańskiej dolinie, gdzie para wydobywała się z ziemi na długo przed erą elektrowni. W głębinach jeziora przez lata gromadził się dwutlenek węgla, wypychany z magmy w górę i rozpuszczany w zimnej wodzie. Ta podziemna bomba czekała na impuls. W nocy z 21 na 22 sierpnia 1986 roku impuls nadszedł.
Katastrofa, która zabiła 1746 osób w kilka minut
Nastąpiło zjawisko, które nauka nazywa erupcją limniczną. W praktyce wyglądało to tak:
część zbocza osunęła się do jeziora,
woda głęboka i gazowa wymieszała się z warstwami powyżej,
CO₂ zostało wyrzucone w górę jak z otwartej butli pod wysokim ciśnieniem,
chmura ciężkiego gazu spłynęła dolinami jak niewidzialna powódź,
dwutlenek węgla wyparł tlen z powietrza — ludzie i zwierzęta po prostu… zasnęli, bez krzyku i bez paniki,
po kilku minutach było po wszystkim — to najbardziej śmiercionośne zdarzenie związane z gazami jeziornymi w historii.
Co zrobiono później? Odwierty, które działają jak zawór bezpieczeństwa
Po katastrofie naukowcy wiedzieli, że jeśli nie zdejmie się gazu z jeziora, tragedia może wrócić. Rozwiązanie okazało się zaskakująco podobne do tego, co robimy w geotechnice. Zastosowano pionowe odwierty odgazowujące, choć ich cel był zupełnie inny niż przy odwiertach pod gruntową pompę ciepła. W praktyce to:
rury sięgające dna jeziora,
system samo-wypływowy – kiedy gaz wychodzi z głębin, sam zasysa wodę ku górze,
kontrolowane uwolnienie CO₂ nad powierzchnią.
Dzięki temu jezioro nie kumuluje już niebezpiecznych ilości gazu. Tak jak na jeziorze Kivu – technologia wiercenia została użyta nie po to, by eksploatować surowce, lecz żeby ratować ludzi. Pokazuje to zresztą, jak wiele zależy od tego, czy odwiert jest prowadzony pod kontrolą – historia eksplozji platformy Deepwater Horizon uczy, co się dzieje, gdy ta kontrola zawodzi.
Nyos dzisiaj – nadal niebezpieczne, ale dużo bardziej przewidywalne
Od lat 90. działają tam rury odgazowujące o wysokości kilkudziesięciu metrów. System został rozbudowany, a stężenia CO₂ spadły do poziomów, które nie zagrażają natychmiastowym erupcjom. Nadal jednak:
wulkaniczny system pod jeziorem jest aktywny,
zbiornik wymaga stałego monitoringu,
w okolicy wprowadzono zakaz budowy osiedli w strefach zagrożenia,
jezioro żyje własnym życiem i trzeba je „pilnować”, ale jest znacznie bezpieczniejsze niż jeszcze 40 lat temu.
Czego Nyos uczy współczesną geologię i inżynierię?
To wydarzenie pokazało światu, że:
odwierty mogą chronić życie, nie tylko służyć do eksploatacji,
głębokie jeziora wulkaniczne są systemami wysokiego ryzyka,
technologie podobne do odwiertów pod studnie czy pompy ciepła mają zastosowanie nawet w zarządzaniu zagrożeniami geologicznymi.
Nyos stało się globalnym studium przypadku, podobnie zresztą jak islandzki projekt wiercenia w kierunku magmy, gdzie odwierty także testują granice tego, co ziemia pozwala z sobą zrobić. Dzięki Nyos rozwinięto m.in. koncepcję kontrolowanego odgazowywania jezior limnicznych, którą później zastosowano również w Jeziorze Kivu — opisujemy to dokładniej w artykule
poświęconym temu, jak odwierty uratowały mieszkańców regionu.
Redakcja
Kalkulator wyceny
Ile kosztuje gruntowa pompa ciepła?
Wynik w 60 sekund — 3 warianty instalacji dopasowane do Twojego budynku.
Sprawdź koszt inwestycji →




